Pages Menu
Categories Menu
Abstynencja w czasie ciąży jest ważna

Abstynencja w czasie ciąży jest ważna

Rozmowa z Krzysztofem Brzózką, dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Co to jest FAS?

FAS (płodowy zespół alkoholowy) to jest zespół uszkodzeń, które w okresie życia płodowego dotykają człowieka, mającego się rozwijać w środowisku przyjaznym, zdrowym, czyli w środowisku sprzyjającym prawidłowemu rozwojowi. Niestety, alkohol z racji swojej budowy chemicznej jest takim wrednym teratogennym środkiem psychoaktywnym, który poza zmianą świadomości ciężarnej potrafi zmienić również strukturę układu nerwowego i narządów powstającego organizmu. Trzeba to zdecydowanie powiedzieć: alkohol jest trucizną. Jeżeli więc organizm rozwija się w szkodliwych dla niego warunkach, jeżeli są to warunki sprzeczne z założeniami genetycznymi, to część komórek zaczyna obumierać, ulegają apoptozie. Rzecz w tym, że komórki najbardziej wrażliwe, dedykowane, te, które decydują o rozwoju psychicznym człowieka, a także o jego rozwoju somatycznym, tworzą się w początkowym okresie ciąży. Alkohol przenika bezpośrednio przez ścianki łożyska, a także wraz z krwią dociera do płodu. Rozwój płodu w środowisku nieprzyjaznym, trującym jest narażony na ryzyko uszkodzeń.

FAS, FASD – angielska nazwa, ale problem też polski. Jaka jest u nas skala problemu?

Faktycznie, to jest problem nasz, ale również i innych państw. W odróżnieniu od wielu innych państw znamy epidemiologię zjawiska. Jesteśmy 4. czy 5. krajem, który dzięki Ministerstwu Zdrowia znalazł na to fundusze i przeprowadziliśmy badania populacyjne. W Polsce rodzi się nie mniej niż 20 dzieci z uszkodzonym ośrodkowym układem nerwowym, czyli albo z pełnoobjawowym FAS-em, albo z częściowym FAS-em (pFAS), albo z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego ARND. We wszystkich tych przypadkach wykluczono wady genetyczne, natomiast potwierdzono picie alkoholu podczas ciąży. Jesteśmy w złej sytuacji…

Jak wyglądamy na tle Europy?

Możemy niestety równać się z takimi państwami, w których profilaktyka i rozwiązywanie problemów alkoholowych jest w powijakach, czyli z Chorwacją, Słowenią. Jesteśmy w tej trudniejszej, wschodniej części Europy. Podejrzewa się, że najgorsza sytuacja jest właśnie w państwach wschodniej Europy – Rosji, Ukrainie, Białorusi, czyli w państwach postradzieckich. Niestety, model picia alkoholu, który panuje w Polsce, jest modelem wschodnioeuropejskim. Wprawdzie wiemy więcej na temat uszkodzeń, mamy większą świadomość, ale to nie wystarcza. Sposób picia, czyli silne epizody czy częste picie mają swoje przeniesienie na rozwój płodu, bo – co warto podkreślić – nie ma określonej minimalnej dawki spożywanego alkoholu bezpiecznej dla płodu. W zależności od etapu rozwoju płodu, alkohol spożyty nawet w minimalnych ilościach może spowodować uszkodzenie tworzących się komórek, w tym komórek dedykowanych.

Powiedział pan, że w Polsce rodzi się nie mniej niż 20 dzieci z uszkodzonym ośrodkowym układem nerwowym. Jak to wygląda w innych państwach?

W przypadku większości państw mamy jedynie dane szacunkowe. Badania przeprowadzili Włosi, Chorwaci, Kanadyjczycy, Nowozelandczycy czy Australijczycy. Wyniki są podobne jak w Polsce. Tragicznie jest w RPA. Amerykanie, choć dogłębnie zbadali samo zjawisko, to nie mają badań populacyjnych. Tam badania przeprowadzono jedynie w określonych środowiskach. W państwach oddalonych od Europy FAS generalnie jest problemem ludności rdzennej. Przypomnijmy, że to alkohol wykończył rdzenną, aborygeńską ludność od Ziemi Ognistej po Kamczatkę. Właśnie przez alkohol te narody poniosły największe straty. Warto też pamiętać, że alkohol może uszkodzić komórki, ale te uszkodzenia nie przenoszą się genetycznie z pokolenia na pokolenie. Jest to indywidualne uszkodzenie człowieka, którego organizm był poddany trującemu wpływowi alkoholu. Aby uniknąć w 100 proc. wad charakterystycznych dla FAS wystarczy zachować abstynencję w okresie ciąży!

Stwierdził pan wcześniej, że jesteśmy w złej sytuacji. Dlaczego?

Tak, jesteśmy w złej sytuacji, gdyż jest kilkakrotnie większa częstość urodzeń z FAS czy FASD niż z zespołem Downa. Niestety, podejrzewamy, że oprócz tej dwudziestki, o której mówimy, kolejne ponad 20 urodzeń na 1000, co też wynika z naszych badań, to są dzieci żyjące z uszkodzonym ośrodkowym układem nerwowym, ale bez potwierdzonego epizodu alkoholowego w okresie życia płodowego, z wykluczonymi wadami genetycznymi. Można więc powiedzieć, że nie wiemy dlaczego one tak są ukształtowane, a tylko podejrzewać przyczynę.

Jak wygląda w Polsce diagnostyka FAS?

Nie jest najgorzej. Po pierwsze, wiedza o FAS jest wiedzą stosunkowo nową, odkrycie tego zjawiska to połowa lat 70. XX wieku. Sporo na ten temat wiedzą Amerykanie, ale nie chcą dzielić się całą wiedzą. Będąc w USA na stypendium, którego celem było m.in. zaznajomienie się z badaniami na temat FAS oraz ekonomicznymi skutkami obecności na rynku legalnego produktu jakim jest alkohol, czasem stawałem przed ścianą. Oprócz naukowych badań, które zostały udostępnione, jest duża wiedza w amerykańskich ośrodkach uniwersyteckich, a także w Department of Veterans Affair, czyli w ośrodku zajmującym się naukowo nie tylko weteranami wojennymi, ale też Indianami. Tam, w moim przekonaniu, są informacje bardzo trudne do przyjęcia dla klasy politycznej, nie tylko amerykańskiej.

W Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych problemem FAS zajęliśmy się na początku tego wieku. Wtedy już wszyscy więcej wiedzieli na temat FAS; były prowadzone badania podstawowe pozwalające zrozumieć mechanizm uszkodzenia alkoholem. Stawianiem diagnoz zajmowało się kilka organizacji pozarządowych związanych z psychologią i psychiatrią. One obserwowały pewne zjawiska i nie zawsze potrafiły sobie wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. To pytanie „dlaczego” jest zawsze zasadnicze. Gdy w 2006 roku przyszedłem do Agencji, sprawa FAS stała się dla mnie ambicjonalnie problemem numer jeden dlatego, że to była tabula rasa, mało informacji, mało wiedzy, mało działań. Wszyscy mieliśmy zakodowaną informację, że alkohol jest zły, ale dlaczego, jakie są jego skutki i jak sobie z tym radzić, to tej wiedzy na przyzwoitym poziomie urzędowym nie było.

Czy już wiemy dlaczego?

W tej chwili wiemy już bardzo dużo i to również dzięki polskim badaniom, które w pewnym zakresie okazały się być pierwszymi na świecie. Drążąc temat, patrząc na osoby uszkodzone alkoholem potrafiliśmy wyłapać ich specyficzne zachowania, potrafiliśmy wytłumaczyć, dlaczego gorzej funkcjonują, ale nikt nie potrafił znaleźć tej bezpośredniej przyczyny złego funkcjonowania mózgu takiej osoby. Próbę podjęli Amerykanie, którzy zrobili rezonans i dysocjację mózgu. W ten sposób próbowali znaleźć przyczynę, dla której możliwości funkcjonowania człowieka są ograniczone. Z przeprowadzonych badań nie można było jednak wyciągnąć jednoznacznych wniosków. W Polsce z inicjatywy p. Teresy Szumiło do badań włączył się radiolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego – Andrzej Urbanik, dla mnie osoba kluczowa w systemie. Okazało się, że on był pierwszy, który prawidłowo zbadał, zinterpretował i wyliczył to wszystko, co złego dzieje się w uszkodzonym mózgu. Wracając do diagnozy, trzeba powiedzieć, że jest ona wyjątkowo trudna. Jak na razie nie wiemy, czy rzeczywiście te zmiany wykrywalne rezonansem są specyficzne tylko dla uszkodzeń od alkoholu. Prawdopodobnie tak, ale to muszą potwierdzić badania – dysmorfia twarzy, uszkodzenia układu kostnego lub narządów wewnętrznych. Pamiętajmy, że alkohol potrafi uszkodzić każdy organ płodu! Dzieci muszą też przejść skomplikowane testy psychologiczne. Dopiero wtedy możemy powiedzieć, że mózg funkcjonuje ułomnie, tak jakby nie było połączenia pomiędzy półkulami. Diagnozę może postawić zespół specjalistów, w tym lekarz, a więc dysmorfolog, może radiolog, na pewno psychologowie, logopeda. Dzięki finansowemu wsparciu Ministerstwa Zdrowia we współpracy z Uniwersytetem Jagiellońskim i Centrum Psychologicznym ITEM z Żywca przeprowadziliśmy takie szkolenie dla kilku zespołów składających się z lekarza i psychologa. To są zespoły, które potrafią stawiać diagnozę. Mogę więc powiedzieć, że jesteśmy na etapie umiejętnego stawiania diagnozy.

A co w takim razie z terapią?

Terapii nie ma! Funkcjonowanie tego człowieka nie zmieni się dzięki lekom czy psychoterapii. To musi się zmienić funkcjonowanie otoczenia dlatego, że to otoczenie musi posiąść umiejętność współpracy z osobą z syndromem FAS czy FASD. To pozwala przysposobić tę osobę do w miarę samodzielnego życia. Jak dotychczas nie ma dowodów potwierdzających skuteczność jakiejkolwiek terapii. Pewnych połączeń w mózgu nie ma i trudno mówić o ich naprawie. Są pewne nadzieje związane z dietą, tak, żeby otulinę mielinową wykształcić na nowo w organizmie dorastającego człowieka. Ale – jak powiedziałem – to są nadzieje.

Jest diagnoza, nie ma terapii. W takim razie, co dalej?

Rzeczywiście, po diagnozie trzeba powiedzieć, co dalej. Jak na razie jesteśmy w stanie powiedzieć rodzicom, jak powinni postępować. Jeżeli ci rodzice są świadomi, a tak często dzieje się w przypadku rodziców zastępczych, to ci rodzice muszą być swego rodzaju przewodnikami. Na pytanie co dalej, nie ma odpowiedzi praktycznej, ale wiemy, co i jak zrobić, ale skuteczny system wsparcia dopiero musi powstać.

Do jakiego stopnia wiedza na temat FAS dotarła do lekarzy, nauczycieli, pedagogów? Czy wiedzą, że to nie jest krnąbrne dziecko, lecz chory człowiek?

To jest jedno z trudniejszych pytań. Studenci medycyny w trakcie pięciu lat studiów mają od 6. do 30. godzin zajęć na temat uzależnień. Przypomnę, że alkohol jest drugim pod względem szkodliwości elementem ryzyka dla wszystkich chorób, nie tylko dla chorób psychicznych, ale też somatycznych, w tym i onkologicznych. Alkohol w Polsce postrzega się w środowisku medycznym tylko przez pryzmat uzależnienia. I to jest błąd! Uzależnienie dotyczy około 2,4 proc. populacji dorosłych. Amerykanie zrezygnowali z definicji „uzależnienie od alkoholu”, gdyż straty w zdrowiu somatycznym są znacznie większe u osób, które nie są uzależnione. Jeżeli ktoś jest uzależniony, zdiagnozowany, przeszedł terapię, to już wie, co ma robić, jak postępować z alkoholem. Najczęściej jest abstynentem i to jest najlepsze rozwiązanie. Do pijących nadmiernie i szkodliwie, można jedynie apelować o ograniczenie spożycia, a do pań w ciąży o całkowitą abstynencję. Natomiast traktowanie problemu alkoholu wyłącznie przez pryzmat uzależnień jest grubym błędem powielanym też w świadomości bardzo wielu z nas, w tym i lekarzy.

Na koniec może coś optymistycznego…

Polska będzie pierwszym krajem, który będzie miał urządzenie wspomagające pomiar dysmorfii twarzy. Agencja we współpracy z Wydziałem Mechatroniki Politechniki Warszawskiej przygotowuje urządzenie, które po zrobieniu fotografii trójwymiarowej będzie potrafiło wyliczyć stosowne proporcje w wyglądzie twarzy i określić, czy jest podejrzenie FAS, czy też nie ma. To urządzenie zaprezentujemy na konferencji naukowej w Krakowie na przełomie września i października.

Rozmawiał Dariusz Dewille

Abstynencja w czasie ciąży jest ważna
5 (100%) 1 vote